Wstyd, wstyd, wstyd! Jagiellonia Białystok reprezentująca Polskę w europejskich pucharach odpadła z nich już piątego siódmego lipca, na początku wakacji, w pierwszej rundzie!
Pierwszy mecz jakoś białostoczczanie wygrali, w ostatnich dziesięciu minutach, ale jednak wygrali. Poza tym na boisku byli lepsi, pozostało tylko postawić kropkę nad i w rewanżu w Kazachstanie. Niestety, tam byli już gorsi, cieniem nawet tej drużyny z pierwszego spotkania.
Irtysz Pawłodar okazał się lepszy. Jak to brzmi? Słaba drużyna z ligi kazachstańskiej ogrywa drużynę z Ekstraklasy, która też jest słaba, ale w porównaniu z lokalnymi rozgrywkami Irtysza, jest powiedzmy średnia.
Śmieszne jest tłumaczenie dyrektora ds. sportowych Jagi. – Irtysz zagrał z niesamowitą ambicją… Jagiellonia pokazała, że ma potencjał piłkarski, tylko problem siedzi gdzieś w głowach. Nie, problem nie siedzi w głowach. Jagiellonia po prostu była słabszą drużyną.Problem leżeć może w głowie, kiedy przeciwnikiem jest drużyna z Premier League, a nie Irtysz Pawłodar (kto?).
W Białymstoku pewnie nadal licza na sukcesy na krajowym podwórku. Mistrzostwo Polski czy Puchar, jednak patrząc na wzmocnienia Wisły, Legii, Lecha czy Śląska Wrocław, to ja nie widzę większego sukcesu niż piąte miejsce. Czas się obudzić, Probierz to nie Guardiola, Jagiellonia to nie Barcelona.




