Wisła Kraków wygrała wczoraj w łatwym meczu 2:0 ze Skonto Ryga (3:0 w dwumeczu) i gra dalej w elminacjach do Ligi Mistrzów.

Patrząc na grę “Białej Gwiady”, wydawało mi się, że oglądam spotkanie Barcelony, tak, Barcelony. Ciągła dominacja, posiadanie piłki, wiele podań, z przyjęciem, ale nie oszukujmy się, to nadal polska drużyna. Czy nie tak wyglądają mecze ”Dumy Katalonii”? Widać było różnicę klas, o czym nawet wspomniał szkoleniowiec łotewskiej drużyny. - Wisła to silna drużyna z bardzo dobrej ligi, nie mogliśmy się przed nimi otworzyć, bo to skończyłoby się pogromem- stwierdził.

Po tej wypowiedzi można się domyślić jak słaba jest liga łotewska. Trener mistrza tego kraju stwierdził, że nasza liga jest lepsza, więc coś już w tym musi być.

Wisła prezentowała się zdecydowanie lepiej niż Lech Poznań rok temu na etapie drugiej rundy. Kolejorz także wygrał pierwszy mecz, a w rewanżu, na swoim stadionie męczył się niesamowicie, aż doszło do konkursu rzutów karnych, w których dramatycznie wygrali poznaniacy. Wisła całkowicie zdominowała swojego rywala w rewanżu co pozytywnie nastraja przed pojedynkiem z Litexem Łowecz.

Każdy chyba to zauważył. Wyróżniająca się postacią w krakowskiej ekipie jest pomocnik Maor Melikson. To wspaniały zawodnik jak na polskie warunki, wydaje się, ze najlepszy obcokrajowiec jaki kiedykolwiek trafił do naszej ligi. Izraelczyk jest świetny technicznie, ma doskonały przegląd pola, nie gra pod siebie, a to tylko kilka z jego zalet. Piłkarzy Skonto mijał jak dzieci i po raz kolejny potwierdził, że warto było go sprowadzać do Polski.

Warto także podkreślić bramkę Ivicy Ilieva oraz słabą pierwszą połowę w wykonaniu Patryka Małeckiego. W drugiej połowie wystąpił jednak na miarę oczekiwań.
Podsumowując. Wisła zagrała bardzo dobrze w drugim meczu i zasłużenie uzyskała awans do dalszej rundy. Piłkarze Maaskanta byli kilka klas lepsi od swoich rywali, ale nie zapominajmy – to tylko Skonto.